sobota, 23 czerwca 2012

"Wypłynęła oliwa"


  Dzisiejsza popołudnie zaowocowało sesją zdjęciową i świeżutkim opowiadaniem. Autorką zdjęć jest moja przyjaciółka Klaudia <= świetna fotografka i niezaprzeczalna artystka. Mam nadzieje, że wkrótce zostanie moją wspólniczką w blogowaniu.
 Enjoy!

 Restauracja „Sopa blanca” była jedną z najlepszych w Krakowie. Rodzinny sobotni obiad przebiegał według planu. Na początek szaszłyki z krewetkami, potem gazpacho, finał idealnie zdefiniowała fideuà . Pomimo tego, hiszpańskie popołudnie Anity nie przebiegało spokojnie. W głowie ciągle miała słowa najlepszej przyjaciółki: „Oni wszyscy coś udają. Coś mają do ukrycia, mówię Ci. Ten wyjazd to jakaś podpucha.”. Świdrowała pustym wzrokiem talerz widelcem wytyczając okrąg w cieniutkich, żółtych makaronikach. Była głucha na sielankową rozmówkę swojej familii. Przed deserem podziękowała 
i wykręcając się kolosalną ilością prac domowych, ruszyła spacerkiem do mieszkania. W milczeniu mijała witryny sklepów, zerkając co chwila na swoje odbicie. Miała na sobie jasne, cieniowane dżinsy i mięciutki sweterek w odcieniu grynszpanu. Czarne baletki z odznaczonym czubkiem dawały wygodę podczas drogi. Pogoda była czerwcowa. Promienie słońca lekko raziły w oczy, a swobodny wiaterek muskał jej brzoskwiniowe policzki. Szła tak rozmyślając o tajemniczym zachowaniu rodziny. Nic jej się nie układało. Każdy z puzzli był innym fragmentem obrazka przedstawiającego wydarzenia ostatnich dni. 


   
 Wreszcie dotarła do budynku. Wsiadła do dużej windy i wyjechała na 3 piętro. W mieszkaniu przywitał ją Richard, rudy kociak, którego miesiąc temu wyciągnęła ze schroniska. Anita przykucnęła i wzięła go po brodę szepcząc: „Może ty mi powiesz o co tu chodzi? Przecież ty wszystko widzisz…” Kot zamruczał, polizał wysadzany cyrkoniami pierścionek właścicielki i wymownie spojrzał w kierunku lodówki. Anita już podnosiła się, aby spełnić zachcianki futrzaka, gdy nagle dostrzegła, że spod szafki na buty wystaje fiołkowa koperta. Nie zastanawiając się wiele, Anita roztargała paznokciem dekoracyjny papier. Bez wahania wysunęła zawartość. Koperta kryła zaproszenie na ślub. Misternie wykonany komiczny rysunek, przedstawiający pana młodego z różą w zębach, mówił sam za siebie. Ale skąd tu to zaproszenie…? Kto mógł w najbliższym czasie…O nie… To nie może być… Jak to możliwe?
Pierwszą fazę szoku, jakiego doznała Anita przerwało głośne, wręcz natrętne pukanie do drzwi…

 A oto jak ja widzę stylizację Anity. 





 Spodnie - Stradivarius
Sweterek - Mango
Pasek - Bershka
Buty - Gas
Bransoletka - Oriflame (charmsy - Carry)



1 komentarz: